Hej! Z tej strony Zuza Cieszkowska.
W dniach 12–20 września 2026 r. miałam okazję reprezentować V LO podczas wyjazdu stypendialnego Queen Hedvig Scholarship do San Francisco i Doliny Krzemowej.
Przez nieco ponad tydzień razem z pozostałymi stypendystami odwiedziliśmy jedne z najlepszych uniwersytetów świata, zajrzeliśmy do siedzib największych firm technologicznych, poznaliśmy amerykańską szkołę średnią, a przede wszystkim spotkaliśmy ludzi, których historie, doświadczenia i sposób myślenia sprawiły, że z Kalifornii wróciłam z jeszcze większą liczbą planów i pytań niż przed wylotem.
Kiedy rekrutowałam się do Queen Hedvig Scholarship, zbudowanie prawdziwych relacji czy nawiązanie przyjaźni z całkowicie obcymi ludźmi w ciągu zaledwie tygodnia wydawało mi się niemal niemożliwe. Jasno sprecyzowany plan mojego rozwoju naukowego i zawodowego oraz niezmienne od lat priorytety utwierdzały mnie też w przekonaniu, że bardziej zmotywowana i zdeterminowana już chyba nie mogę się stać.
Oj, jak bardzo się myliłam.
12 września – wylot do San Francisco
Nasza podróż rozpoczęła się 12 września na Lotnisku Chopina w Warszawie. Po kilkunastu godzinach podróży wylądowaliśmy w San Francisco, skąd pojechaliśmy do naszego hostelu. Był to dopiero początek bardzo intensywnego tygodnia.
13 września – Golden Gate i pierwsze spotkania
Pierwszy pełny dzień rozpoczęliśmy od jednego z symboli San Francisco – Golden Gate Bridge. Następnie uczestniczyliśmy w kilkugodzinnym spotkaniu zorganizowanym przez p. Bogusława Marcinkowskiego, podczas którego mieliśmy okazję poznać osoby rozwijające swoje kariery i biznesy w Stanach Zjednoczonych.
To właśnie wtedy odbyłam jedną z rozmów, które najmocniej zapadły mi w pamięć podczas całego wyjazdu. Poznałam Adama Kasprzaka, który po studiach w Polsce z sukcesem rozwinął start-up, a dziś tworzy kolejną firmę. Historie sukcesu słyszymy codziennie, jednak czymś zupełnie innym jest spotkanie i rozmowa z człowiekiem niewiele starszym od nas, który zaczynał w podobnych realiach i był w stanie osiągnąć tak wiele. Takie spotkanie nie tylko pozostaje w pamięci, ale potrafi też zmienić własny sposób myślenia i przełamać bariery, które wcześniej sami sobie stawialiśmy.
14 września – EY San Francisco
Kolejnego dnia odwiedziliśmy EY San Francisco, gdzie spędziliśmy kilka godzin, poznając firmę i rozmawiając z jej pracownikami o ich doświadczeniach oraz ścieżkach zawodowych. Dla mnie był to szczególnie ważny punkt programu – rozmowy z pracownikami EY i przedsiębiorcami jeszcze bardziej utwierdziły mnie w przekonaniu, że chcę zostać biegłym rewidentem i rozwijać się w świecie biznesu i finansów.
Po południu odwiedziliśmy California Academy of Sciences, a wieczorem mieliśmy czas na dalsze poznawanie San Francisco.
15 września – UC Berkeley
We wtorek przyszedł czas na University of California, Berkeley. Spotkaliśmy się ze Steve’em McCone’em, uczestniczyliśmy w wykładzie prof. Wu, zwiedziliśmy kampus oraz pracowaliśmy nad prezentacjami i podsumowaniem zdobytych doświadczeń.
Codzienna praca w teamach była zresztą ważną częścią całego wyjazdu. Nauczyła mnie czegoś pozornie prostego: jeżeli naprawdę coś rozumiemy, powinniśmy potrafić wyjaśnić to każdemu. Kiedy tego nie potrafimy, problem nie zawsze leży wyłącznie w komunikacji.
16 września – Stanford University
Kolejny dzień spędziliśmy przede wszystkim na Stanford University. Zwiedziliśmy kampus i Stanford Bookstore, ale zdecydowanie największą ekscytację wzbudził we mnie wykład prof. Pawła Pietrasińskiego dotyczący start-upów.
To właśnie wtedy zrodziła się w mojej głowie wizja Polski jako ojczyzny founderów. Nie możemy konkurować z Doliną Krzemową zasobami kapitału, ale możemy tworzyć wyjątkową przestrzeń do kreowania i rozwijania pomysłów. Inspiracją może być dla nas chociażby sukces ElevenLabs – firmy założonej przez licealnych kolegów z Warszawy.
Tego dnia spotkaliśmy się również z Barrym Katzem oraz Amirem Esmaeilpourim, dzięki czemu mogliśmy spojrzeć na Dolinę Krzemową z perspektywy ludzi związanych z jej środowiskiem akademickim i biznesowym.
17 września – Monte Vista High School, Computer History Museum i Apple
Czwartek pozwolił nam zobaczyć zupełnie inną stronę amerykańskiej edukacji. Odwiedziliśmy Monte Vista High School, uczestniczyliśmy w lekcjach i sympozjum oraz mieliśmy okazję porozmawiać z tamtejszymi uczniami. Dzięki temu mogliśmy na własne oczy zobaczyć, jak wygląda codzienność licealistów żyjących i uczących się w samym sercu Silicon Valley.
Następnie odwiedziliśmy Computer History Museum oraz Apple Visitor Center.
18 września – Google
Piątek poświęciliśmy przede wszystkim wizycie w Google. Była to kolejna okazja, aby miejsca i firmy, które wcześniej znałam głównie z internetu, zobaczyć z zupełnie innej perspektywy.
Jednocześnie z każdym kolejnym dniem coraz bardziej przekonywałam się, że największą wartością tego wyjazdu nie są budynki czy logotypy największych firm świata, ale ludzie, do których dzięki niemu uzyskaliśmy dostęp.
Odkryłam, że można rozmawiać właściwie z każdym i być traktowanym jak równorzędny partner, niezależnie od doświadczenia rozmówcy. Najcenniejsze były jednak rozmowy z innymi stypendystami, opiekunami i organizatorami wyjazdu. Przestrzeń do otwartej i konstruktywnej wymiany myśli oraz autentyczna chęć poznania drugiej osoby były czymś, co moim zdaniem łączyło wszystkich uczestników.
19 września – kalifornijskie sekwoje i ostatni wspólny dzień
Ostatni pełny dzień spędziliśmy już z dala od uniwersytetów i firm technologicznych. Odwiedziliśmy Henry Cowell Redwoods State Park, gdzie zobaczyliśmy słynne kalifornijskie sekwoje. Resztę dnia mogliśmy przeznaczyć na wspólne spędzenie czasu przed zbliżającym się powrotem do Polski.
Jestem z natury domatorką – ilekroć jestem poza domem, mniej lub bardziej odliczam dni do powrotu. Podczas QHS było inaczej. Myśląc o końcu wyjazdu i rozstaniu, zamiast cieszyć się z powrotu, czułam przede wszystkim niedosyt. Miałam poczucie, że wielu wspaniałych osób nie zdążyłam poznać tak dobrze, jak bym chciała.
20 września – powrót
20 września przyszedł czas na ostatni wspólny lunch, pożegnanie z San Francisco i przejazd na lotnisko. Następnego dnia wylądowaliśmy w Warszawie.
Z perspektywy całego wyjazdu najbardziej zapadły mi w pamięć nie konkretne miejsca, lecz rozmowy. Każda wnosiła coś innego, a niektóre realnie wpłynęły na sposób, w jaki zaczęłam patrzeć na własną przyszłość.
Silicon Valley nie zainspirowało mnie do rozpoczęcia własnego projektu – ten pomysł istniał już wcześniej. Pokazało mi jednak wartość samego działania, nawet jeżeli jego jedynym rezultatem miałoby być zdobyte doświadczenie. Najbliższe tygodnie chcę więc poświęcić dalszemu rozwojowi własnego projektu, który aspiruje do miana start-upu.
Wyjazd utwierdził mnie również w przekonaniu, że największym „kapitałem” – zarówno w życiu, jak i w każdej organizacji – są ludzie. Dlatego budowanie relacji tym bardziej chcę uczynić jednym ze swoich priorytetów.
Wracam też z jeszcze większą determinacją, by szukać odpowiedzi na pytania: Jak bardzo możemy pozwolić sobie na rozproszenie uwagi? Na ilu dziedzinach możemy skupiać się jednocześnie, żeby nie tracić efektywności naszego działania? Uwaga jest przecież ograniczonym, niemal nieodnawialnym zasobem.
A przede wszystkim z Doliny Krzemowej wracam z przyjaźniami, które są trochę jak Bitcoin w 2010 roku – ci ludzie już zachwycają, a świat jeszcze nie ma pojęcia, jak bardzo go zaskoczą.
Zdecydowanie polecam i namawiam każdego do spróbowania swoich sił i wzięcia udziału w rekrutacji do tego programu - bo szansa na bycie jego częścią jest niewątpliwie warta fatygi !
Gdyby ktoś z Was miał do mnie jakiekolwiek pytania, zapraszam Was do kontaktu - czy na szkolnym korytarzu, czy za pośrednictwem komunikatorów. Pozostaję do Waszej dyspozycji!
PS. bardzo dziękuję wszystkim, którzy oddali na mnie głos i pomogli mi spełnić moje marzenie i znaleźć się w gronie stypendystów Queen Hedvig Scholarship!