„Jeszcze nikt w tak krótkim czasie nie obalił mi tak wielu stereotypów...”



...z uśmiechem zdziwienia powiedział Natan ściskając pożegnalnie dłoń Janka . Ostatni uczniowie ze szkoły Ginsburg Haoren  z Yavne wsiadali właśnie do autokaru, który miał odwieźć ich do hotelu. Zmrok właściwie dawno już zapadł, temperatura powietrza nie była zbyt przyjazna. I dziwnie jakoś nikt tego nie zauważał. Dziewczyny nawet nie próbowały ukryć łez wzruszenia:
- Jesienią czekamy na was w Izraelu! – krzyczały już zza szyby autobusu.
- Czekamy na was w przyszłym roku! – odpowiadały inne próbując przebić się głosem przez pełne emocji pożegnalne okrzyki.

 

Autokar zniknął za rogiem ulicy, a my pozostaliśmy w poczuciu przeżycia czegoś niezwykłego. Pozorna kruchość chwili zamieniła się w pewność pamięci. I tego, że akurat ta znalazła w niej wyjątkowe miejsce. Zapadł wieczór, a nam trudno było się rozejść do domów. Iskierki poszczególnych wrażeń jeszcze długą chwilę tworzyły ciepło wspólnego rozpamiętywania tego wyjątkowego Spotkania.



Podobno stoimy na ramionach Olbrzymów. I z ich barków staramy się poszukiwać perspektywy naszego świata. Kim byli ci którzy przeżywając swój czas, jednocześnie pisali historię przyszłych pokoleń. A przynajmniej wyznaczali kierunek, w którym najczęściej będzie podążał ich wzrok.
Czy zacząć od przywilejów lokacyjnych Kazimierza Wielkiego, który na prawie magdeburskim utworzył nowe miasto noszące nazwę od jego imienia. Czy od króla Jana Olbrachta, za którego panowania stworzono w tym miejscu wyjątkową, Żydowską enklawę. A może najistotniejsze jest to małe wspólne Bycie, tworzone przez kilka setek lat budujących je pokoleń. Wzajemne, piękne przenikanie w różnicach, sporach, kłótniach. Skrywanych miłościach, patriotycznych uniesieniach i wspólnym codziennym gwarze krakowskich ulic. Nie wiem.
Przerażający czas hitlerowskiej okupacji i bezmiaru ludzkiej krzywdy tworzy bliznę, którą trudno zrozumieć, pogodzić się z nią, czy zapomnieć. Ciemny czas wojny i powojennych historii, przekazywanych przez zranione dusze tworzy prawie niemożliwą do przebycia barierę. Jeszcze kilka lat temu, nowe pokolenie potomków żydowskich przodków zamieszkujących kiedyś krakowski Kazimierz, przyjeżdża pod ochroną, eskortą ludzi mających chronić ich przed potencjalnym zagrożeniem. Świat z którego wyrastają ich korzenie wydaje się wrogi i obcy.
Człowiek jest istotą niezwykłą. I tak jak przyczyną zła być może, tak i tworzenia się Dobra. Mijają lata i  dzięki wspólnym staraniom młody Natan znowu ściska rękę Janka.
Stoimy na ramionach Olbrzymów. I jesteśmy Olbrzymami tworzącymi nową historię...




  ...jak to się zaczęło...
  
      Postanowiliśmy, że w naszym szkolnym projekcie czynnie będzie w nim uczestniczyć około 60 osób, czyli mniej więcej tyle samo, ile dzieci przyjeżdżających z Izraela. Zaczęliśmy od przekazania sobie nawzajem adresów mailowych. Ku naszej radości i zdumieniu, okazało się, że w niedługim czasie nić korespondencji, poprzez facebooka i pocztę mailową rozwinęła się wyjątkowo szybko.
-  Ja już mam koleżankę w szkole Haoren! – cieszyła się na przerwie Małgosia.
- Piszę z jedną dziewczyną, która tak jak ja uczy się w szkole muzycznej. I też lubi patrzeć w chmury i marzyć... – w głosie Magdy słychać było radosne niedowierzanie.

W lutym zaprosiliśmy do szkoły wybitnego znawcę Starego Testamentu, ojca Krzysztofa Naporę SCJ z Francuskiej Szkoły Biblijnej w Jerozolimie. Magią słowa poprowadził nas w zaginione światy nieodkrytych tajemnic izraelskiej ziemi. Niezapomniany wykład o zwojach z Qumran, przeplatany  był  barwną opowieścią o czasach zaszłych i obecnych. 
Marzec był dla nas czasem spotkań z grupą studentów instytutu  Judaistyki UJ o nazwie Mifgash, pasjonatów kultury i historii Żydów, którzy przeprowadzili cykl zajęć pod nazwą „Pomiędzy Krakowem, a Jerozolimą”.
W tym czasie nawiązaliśmy też kontakt z Żydowskim Muzeum Galicja. To dzięki życzliwości działającej tam pani Ani Wencel mogliśmy skorzystać z pomocy osób, które w trakcie spotkania naszych dzieciaków, służyły nam radą i doświadczeniem, prowadząc zajęcia integracyjne.
Dyrekcja naszej szkoły, przychylnym okiem spoglądała na  zataczający coraz większe kręgi projekt, wspierając nas logistycznie i merytorycznie i duchowo.
W końcu nadszedł dzień 5 kwietnia...

Już od godzin południowych w szkole czuć było atmosferę oczekiwania. Z auli dobiegały odgłosy ostatnich prób muzycznych. Na korytarzach słychać było pospieszne ustalenia „czy jest wystarczająco dużo krzeseł, czy są dobrze ustawione, czy nigdzie nie brakuje serwetek, napojów, ciastek, owoców”.
 Jedno piętro szkoły zostało zupełnie wyłączone z codziennych lekcji, a sale przygotowane do wspólnych zajęć. W planie mieliśmy między innymi warsztaty - sześć klas, w każdej po dwadzieścia osób ( po dziesięć ze strony Izraelskiej i Polskiej).

 


Przed godziną 15 wyszliśmy przed szkołę przywitać naszych gości. Z daleka zobaczyliśmy wesołą grupkę machającą do nas na powitanie. Jeszcze przed rozpoczęciem części oficjalnej osoby znające się wcześniej poprzez kontakt mailowy, odnajdywały się w tłumie  wpadając sobie z głośnym okrzykiem w ramiona. W auli gości przywitał Dyrektor VLO pan Stanisław Pietras. Z charakterystyczną dla siebie swadą opowiadał o historii szkoły wywołując ogólny śmiech i rozbawienie.

W części artystycznej niesamowitym chyba dla wszystkich wydarzeniem był moment, kiedy Małgosia i Janek poprosili wszystkich o powstanie, a Dominika zaintonowała długo i rzetelnie wcześniej przygotowywaną „Hatikvah” – hymn narodowy państwa Izrael. Był to moment, w którym niejedne osoba ocierała z oczu łzy wzruszenia.

 Wyjątkowym gościem zaproszonym na nasze spotkanie była pani Paulina Kisielewska, której rodzina zaraz po wojnie otrzymała medal i tytuł „Sprawiedliwego wśród Narodów Świata”. Wspaniała, pomimo swoich lat pełna życia osoba, opowiadała niesamowite historie kilku uratowanych żydowskich rodzin, ukrywanych podczas okupacji przez polskie rodziny. Po zakończeniu tej opowieści jeszcze długo młodzi ludzie zadawali pytania dotyczące realiów tamtych czasów.

Potem młodzież w podzielona na dwudziestoosobowe grupy przeniosła się do sal, w których panie wolontariuszki-pasjonatki z Muzeum Żydowskiego Galicja i z Instytutu Judaistyki UJ poprowadziły warsztaty dotyczące głównie polsko-żydowskich stereotypów. Przechodząc obok sal, zza drzwi co chwilę słychać było głośne i wesołe salwy wspólnego śmiechu. W późniejszych relacjach okazywało się, że kolejne obrazy dotyczące jednej i drugiej strony, pryskały jak mydlane bańki.


Wydarzeniem chyba bez precedensu był następny punkt spotkania. Przyznam, że dosyć długo trwały wcześniejsze ustalenia dotyczącego tego momentu. Ale w końcu udało się. Po doprowadzeniu obydwu grup na krakowski Rynek daliśmy im półtoragodzinny czas wolny. Młodzież w mniejszych i większych grupkach wyruszyła tylko w swoim towarzystwie zwiedzać Stare Miasto. Czas wolny dostali również nauczyciele i panowie z izraelskiej ochrony...
Później okazało się, że pomysłów na spędzenie tych chwil było naprawdę sporo. Od zakupów pamiątek w Sukiennicach, spaceru po Średniowiecznych zaułkach... po pierogów z kapustą i grzybami w pierogarni „U babci Maliny”.

Zapadał już zmierzch kiedy zgromadziliśmy się z powrotem. Tym razem na naszym szkolnym podwórku. Ławki ustawione kręgu tworzyły przestrzeń wyjątkowego spotkania. Rozpoczęliśmy wspólne śpiewanie piosenek.

„Agnieszka”, „Jolka, Jolka” przeplatane wesołymi żydowskimi rytmami unosiły się ponad wieczornymi dachami Krakowa. W niedługim czasie atmosfera wspólnej zabawy zamieniła się we wspólny energiczny, spontaniczny, cudowny taniec. Pomimo chłodu i późnej godziny bawiliśmy się jeszcze długo. Miałam wrażenie jakby każdy z nas chciał tą chwilę jeszcze troszkę przedłużyć, zatrzymać...

 


Do zobaczenia jesienią w Izraelu! Wiosną w Krakowie! Do zobaczenia Przyjaciele....