Szkoła w Izraelu

Dodane 02.12.2015 przez Bartosz Biegun

Jadąc na wymianę do Izraela, przyznaję szczerze, że myśl o tamtejszej szkole nawet na sekundę nie zaprzątnęła moich myśli. Nie sądziłam, że może się ona różnić od naszej szkoły. Podsumowując, uznałam temat szkoły za zamknięty, zanim w ogóle się zaczął. Jak możecie sobie wyobrazić byłam w błędzie kolosalnej wielkości. Wszystkie zdumiewające informacje na ten temat spadły na mnie w przeciągu kilku godzin i być może dlatego wywarły na mnie takie wrażenie, jednakże myślę, że Wy również będziecie zadziwieni niecodziennymi dla nas nowinkami z tego dalekiego kraju.       
Zacznijmy od czegoś, co wciąż budzi we mnie pierwotną grozę: szkolny tydzień w Izraelu trwa od niedzieli do piątku. Tak, od NIEDZIELI! Niedziela jest tam normalnym dniem szkolnym, niczym nie różniącym się od reszty. Jedynym „dniem wolnym od zajęć dydaktycznych” jest sobota. Sytuację Izraelskich uczniów odrobinę ratuje fakt, iż piątek jest tam dniem szabatu, a więc w konsekwencji lekcje w ten dzień trwają maksymalnie do trzynastej. Mimo to, wciąż nie mogę pozbyć się wzbierającego we mnie współczucia na myśl o moich nowych znajomych tkwiących w szkole w niedzielne popołudnie!
Kolejną różnicą między naszymi systemami edukacji jest długość przerw. Wyobraźcie sobie, że lekcje odbywają się tam w blokach po dwie czterdziestopięciominutowe. Potem następuje przerwa, której długość skraca się w ciągu dnia. Pierwsza przerwa trwa dwadzieścia minut, następna piętnaście i tak dalej aż skróci się do pięciu.
Jeśli chodzi o przedmioty, to w większości są takie jak i u nas, jednak nie obyłoby się oczywiście bez jakiegoś „ale”. Mieliśmy okazję uczestniczyć w trzech nietypowych dla nas lekcjach: komunikacji, radia i muzyki (wiem, że to ostatnie nie brzmi zbyt obco, ale dotrwajcie w czytaniu do wyjaśnienia, to się zdziwicie). Na lekcji komunikacji nauczyciel pokazywał serię reklam telewizyjnych i omawiał strategię marketingową wykorzystywaną w każdej z nich. Pod terminem „lekcja radia” kryło się nadawanie audycji do lokalnego radia. W szkole znajdowało się studio nagraniowe. Właśnie takie, jakie widzieliście zapewne w wielu filmach. Profesjonalne mikrofony, wygodne fotele, dźwiękoszczelna szyba, konsola z tysiącem tajemniczych przycisków i wielki czerwony neon „ON AIR”. Z pomocą tamtejszego nauczyciela i jego uczniów nagraliśmy krótką audycję traktującą o Polskiej muzyce, która potem została puszczona w radiu. Całkiem fajnie, prawda? Przejdźmy teraz do lekcji muzyki. Dlaczego mnie zdziwiła? Otóż w piwnicy szkoły   w specjalnie przystosowanym pomieszczeniu najzwyczajniej w świecie stały sobie instrumenty. Perkusja, gitary akustyczne, elektryczne i basowe, pianino i wiele innych. Co Was pewnie zadziwi, można było ich bezkarnie dotknąć, a nawet na nich zagrać! Mimo natężenia decybeli balansującego gdzieś na granicy pęknięcia bębenków usznych (mądrze usiadłam przy głośniku wielkości pieca kaflowego) rozkoszowałam się każdą chwilą spędzonych w sali dwóch godzin lekcyjnych. Uczniowie grali swoje własne kompozycje, śpiewali autorskie teksty oraz wykonywali covery znanych piosenek. Wiem, że brzmi to niewiarygodnie, ale oni naprawdę ROZWIJALI SIĘ ARTYSTYCZNIE.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której chciałam napisać. Dla Żydów było to oczywiste, ale dla nas bynajmniej: każdy uczeń po skończeniu liceum idzie do wojska. Dziewczyny na dwa lata i cztery miesiące,    a chłopcy na dwa lata i osiem miesięcy. Pytałam się, jak się czują z tym obowiązkiem i każda z zapytanych osób odpowiadała mi, że jest niesamowicie dumna ze świadomości, że może zrobić coś dobrego dla ojczyzny. Dla nas jest to niecodzienne, ale powinniście widzieć miny Izraelczyków kiedy powiedziałam, że u nas nie ma takiego systemu. To dopiero było zdziwienie! Po wojsku każdy oczywiście może kontynuować swoją edukację i iść na studia lub może też zostać w armii i wykonywać tam określony rodzaj pracy.
Jeśli dobrnęliście do końca tego opisu to mam nadzieję, że udało mi się Was zdziwić więcej niż raz.  Jakby nie było, wiecie teraz trochę więcej o zwyczajach szkolnych wcale nie tak odległego Izraela.

Aleksandra Piotrowska