Przyjazd do Polski

Dodane 14.01.2014 przez Bartosz Biegun

Kiedy w marcowy wieczór czekaliśmy na przyjazd Amerykanów wspólnie wspominaliśmy zeszłoroczny kwiecień, kiedy to my, a raczej większość polskiej grupy American Team, spędzaliśmy niesamowite chwile w New Jersey, Waszyngtonie, Filadelfii czy Nowym Jorku.

Zdawaliśmy sobie sprawę, że ta druga część wymiany będzie wyglądać inaczej. W końcu nasi Amerykanie nie będą z nami chodzić na lekcje, nie będziemy też jeździć samochodami z automatyczną skrzynią biegów, aby odwiedzić siebie nawzajem, kiedy po prostu prościej i szybciej będzie skorzystać z usług kochanego MPK, a na śniadanie nie będziemy się opychać bajglami, które notabene wymyślono w Krakowie, a współcześnie o wiele prościej kupić je w Stanach Zjednoczonych. Co za tym idzie, szykowaliśmy się na coś nowego, ciesząc się, że spotkamy starych znajomych oraz poznamy nowych, kiedy część naszych hostów pojechała już na studia, a ich miejsca zajęli młodsi uczniowie Hunterdon Central Regional High School.

Ostatecznie, autokar nadjechał i obydwie strony zaczęły krzyczeć, machać i skakać z radości. Nie mogliśmy doczekać się wymiany pierwszych zdań, poznać nowych swoich (aby Amerykanie nie wiedzieli kiedy rozmawiamy na ich temat, nazywaliśmy ich mój, twoja, co zdecydowanie upraszczało kontakt między Polakami). Po pierwszych rozmowach rozjechaliśmy się po domach, gdzie uczniowie zza wielkiej wody mieli odpocząć po podróży i przygotować się na pierwszy dzień wymiany.

Pierwszego dnia, w drodze do szkoły pięknym krakowskim tramwajem dowiedziałem się, że wczorajszego wieczoru spełniło się jedno z największych marzeń mojej Amerykanki – zjadła polskie pierogi! Zapewniłem ją, że to koniec przyjemności, w końcu nie skosztowała jeszcze takich specjałów jak gołąbki czy kiszka. Resztę dnia Amerykanie spędzili na zwiedzaniu Starego Miasta, polska część wymiany nie marnowała jednak czasu i pilnie uczyła się w murach V Liceum. Ponownym wspólnym punktem z naszymi było oficjalne powitanie w auli naszej szkoły, w którym wzięli udział również nasi rodzice. W jego trakcie przedstawiono dwie krótkie sztuki teatralne w języku angielskim, przemówił Dyrektor Pietras, a następnie oddaliśmy się rozmowom między sobą, które zakończyły się spacerem po Rynku Głównym i dalszym zawieraniem znajomości.

Kolejne dni upływały coraz szybciej i szybciej. W ich trakcie Amerykanie zwiedzili Kazimierz, Fabrykę Schindlera, Oświęcim, a popołudniem byli przejmowani przez nas i wspólnie chodziliśmy po tych mniej znanych, a równie uroczych miejscach w Krakowie. Niestety, to co dobre, szybko się kończy. Dlatego nim się zorientowaliśmy, okazało się, że Amerykanie muszą już wyjeżdżać. W smutku przybyliśmy na plac Kałuży, gdzie nasi wsiedli do autokaru, który miał ich zawieźć na lotnisko w Balicach. Byliśmy jednak szczęśliwi z kilku powodów. Po pierwsze, mieliśmy okazję, aby raz jeszcze spotkać starych znajomych z zeszłego roku. Po drugie, Ci nowi Amerykanie okazali się równie niesamowitymi ludźmi i po kilku godzinach spędzonych wspólnie raz jeszcze tworzyliśmy jedną wielką rodzinę. Po trzecie, kontakt z osobami z tak odległego kraju jest zawsze niesamowitym doświadczeniem, każdy z nas był jeszcze bardziej upewniony w tym, że warto było brać udział w wymianie z Hunterdon Central High School.

 

Autor: Artur Kula