Wyjazd do Chin 2019

 

VLO W CHINACH LIPIEC 2019

 

Marysia Żak – o obozie

 

W dniach od 14 do 24.07.2019 w czasie, kiedy inni zakładnicy wypoczywali na zasłużonych wakacjach, 15 wybrańców naszego kochanego V Zakładu pod opieką Pani Profesor Magdaleny Płanety i Pani Profesor Agnieszki Olszewskiej-Rabiegi po raz kolejny wzięło udział w 2019 Beijing International Summer Camp - międzynarodowym obozie młodzieżowym. Nasza grupa podczas 10 dni miała okazję nie tylko zapoznać się z kulturą i zabytkami Państwa Środka, z ich nauką i techniką, ale był to doskonały czas na zawarcie nowych znajomości z rówieśnikami z całego świata, ponieważ w tym roku w obozie uczestniczyło prawie 700 osób z 27 krajów świata. 


 

 

Szymon Król – wizy i podróż

Zaczęło się od wiz, wyrabianych na chwilę przed zmianą przepisów – musieliśmy zdążyć przed majem. Samo wypełnianie wniosku wizowego też należało do ciekawych przeżyć – momentami trzeba się było spowiadać z posiadanych zaburzeń psychicznych czy tego, czy byliśmy kiedykolwiek karani. Wreszcie 30 kwietnia paszporty przychodzą do szkoły: zdążyliśmy!!! Od tej chwili jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami wiz do Państwa Środka.  

Trzy miesiące później, w niedzielę 14 lipca AD 2019, wylatujemy z krakowskiego lotniska. (nie obyło się bez przygód – m.in. zgubienia się Szymona w trakcie boardingu i – chwilę później – kwitnięcia przez pół godziny w oddzielnym autobusie od reszty grupy. W międzyczasie jeszcze rozpętała się burza – wylatujemy z opóźnieniem). Po dwóch godzinach lądujemy na dość sporym lotnisku przesiadkowym w Helsinkach (taaak… spore lotnisko to dopiero będzie). Fińskiej stolicy niestety poza lotniskiem nie widzimy – w zamian uskuteczniamy integrację międzyludzką.

O 18.00 wsiadamy na pokład ogromnego Airbusa A350. Finnair okazują się bardzo przyzwoitymi liniami – do tego stopnia, że część grupy przestaje żałować, że nie lecimy Emirates ;) leci z nami dobre 300 osób. Lecimy blisko 8 godzin – po drodze m.in. zachód słońca o 2 w nocy gdzieś nad północnymi republikami Rosji. Rano, po wylądowaniu na drugim największym lotnisku świata, uderza nas temperatura i smog – jest chyba 40 stopni, a krakowski smog nie może się równać z pekińskim. Odbiera nas pani przewodniczka – zaraz po tym, jak wsiedliśmy do autobusu nr 8 [„Bus No. 8” było chyba najczęściej wypowiadanym do nas zdaniem na całym wyjeździe. Ogólnie na cały obóz było 20 autobusów – jeździliśmy jak VIPy, czasem pod eskortą chińskiej policji], jej mikrofon zaczął piszczeć i się zacinać – z miejsca ochrzciliśmy ją „Jadwigą Piskwą”.


 

 

Mateusz Michalski – kampus

Na kampusie spędziliśmy większą część naszego pobytu w Państwie Środka. Tutaj odbywały się wszystkie ceremonie, wydarzenia kulturalne, miały miejsce śniadania i kolacje, a także integracja z zagranicznymi kolegami i koleżankami. Wśród jego najprzyjemniejszych aspektów należy wymienić na pewno: duże boiska do siatkówki, piłki nożnej i koszykówki, pojemną aulę, na której odbywały się występy oraz czystą i przestronną stołówkę ze sklepikiem. Oko cieszyła również zadbana, różnorodna roślinność i przemyślane zaaranżowanie terenu. Odrobinę problematyczne okazały się być jednak dormitoria (podzielone ze względu na płeć). Rozwiązania normalnie raczej rzadko spotykane w Europie np. toaleta kucana lub umieszczenie odpływu prysznicowego metr od miejsca, gdzie powinien się znajdować, dzięki czemu woda lubiła zalegać na podłodze, powodowały, że pokój czasami nasiąkał zapachami, którymi zasadniczo nasiąkać nie powinien. Windy w dormitoriach były obecne tylko dla zasady, więc z wniesieniem bagaży trzeba było poradzić sobie samemu, a przemiłe panie recepcjonistki, jeśli nie posługiwaliśmy się chińskim, mimo najszczerszych chęci, nie zawsze były nam w stanie pomóc. Te drobne niedogodności zostały jednak zrekompensowane w pełni przez organizatorów, którzy obsypali nas szczodrościami, w tym: zestawem kłódek do szafek (pokoje można było zamknąć tylko od wewnątrz), mydłem do prania, listwą do kabli oraz świeżą pościelą prosto z opakowania. Porządku na kampusie, ciszy nocnej (23:00) i zakazu opuszczania obiektu pilnowali bardzo sympatyczni panowie strażnicy.

 

 

 

Agnieszka Czepiel – Pekin

Pekin to miasto kontrastów. Obok wysokich na kilkadziesiąt pięter wieżowców stoją tradycyjne budynki, przywodzące na myśl czasy chińskich cesarzy sprzed dwóch tysięcy lat. Jadąc przez zakorkowane ulice, można zobaczyć niesamowitą mozaikę ludności, idealnie obrazującą różnorodność społeczeństwa. Kiedy z lewej strony widzimy nowoczesne samochody, po prawej jadą prawdziwe karawany klekocących skuterów i rowerów. Ludzi dzieli kilka metrów prawdziwa przepaść finansowa. Zadziwiające, że potrafią w tak licznym mieście, funkcjonować obok siebie aż tak dobrze.

 

 

Julia Paszkot – jedzenie

Dla przeciętnego Europejczyka jedzenie chińskie kojarzy się z ryżem ze smażonymi warzywami, kaczką po pekiński albo z historiami o jedzeniu psów czy kotów. Podczas naszego pobytu stołowaliśmy się głównie w stołówce szkolnej, na początku jedzenie wydawało się być smaczne i egzotyczne lecz po paru dniach robiło się ono monotonne i zaczęliśmy tęsknić za znanymi nam smakami. Kucharze starali się sprostać naszym wymaganiom, co nie było łatwe, gdyż obozowicze byli z różnych stron świata a, produkty stanowiące podstawę naszej diety były trudne lub niemożliwe do zdobycia. Przez dwa dni na naszym kampusie gościła miejscowa firma kateringowa, która przygotowywała na naszych oczach lokalne potrawy. Najbardziej interesującymi elementami były pokazy robienia chińskiego makaronu i lepienia chińskich pierogów oraz dmuchania chińskich cukierków. Wyjazdy na wycieczki połączone były z obiadem w lokalnej restauracji. Tam mieliśmy okazję skonfrontować smaki chińskich dań podawanych w naszych restauracjach z tymi w chińskich restauracjach. Dania podawane były na obrotowych stołach, potrawy, które mieliśmy okazję spróbować to m.in. gotowany por z makaronem ryżowym, kaczka po pekińsku i duże ilości ryżu. Kuchnia chińska jest dobra na krótki okres czasu, niestety nie jest ona zdrowa gdyż większość mięs i warzyw jest smażona w głębokim tłuszczy.

 

 

Sonia Koszut – ceremonia otwarcia

Gospodarze zainaugurowali obóz niezwykle dopracowaną ceremonią otwarcia. Najpierw przywitali nas przedstawiciele władz, zaangażowanych szkół oraz organizacji BIEE. Każdy kraj reprezentowała jedna osoba ubrana w strój narodowy (od nas była to Julia Paszkot w pięknym stroju krakowskim), która miała za zadanie przedstawić się w ojczystym języku. Następnie mieliśmy okazję podziwiać liczne barwne, zabawne i mistrzowsko wykonane pokazy taneczne, muzyczne oraz kung fu. W taki sposób Chiny zachwyciły nas od samego początku.


Piotr Zwierzchowski – Lenovo

Trzeciego dnia pobytu w Pekinie, zaraz po obfitym śniadaniu na kampusowej stołówce, udaliśmy się do głównej siedziby firmy Lenovo. Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy były ogromne rozmiary tego kompleksu. Każda osoba otrzymała słuchawki, aby lepiej słyszeć przewodnika. W pierwszej kolejności zaprezentowano nam czym się zajmuje firma Lenovo i jej działalność na całym świecie. W części przeznaczonej do zwiedzania podziwiać mogliśmy najnowsze nowinki technologiczne. Ciekawą rzeczą były pokoje sterowane przez sztuczną inteligencję. Ostatnim przystankiem były pomieszczenia z różnymi grami i VR, na których można było zagrać. Na koniec został nam pokazany krotki filmik o tematyce science-fiction, z którym zintegrowane było pomieszczenie, w którym byliśmy. Na tym zakończył się nasz pobyt w siedzibie Lenovo.



Szymon Biela – Zakazane Miasto

Naszym kolejnym punktem programu było zwiedzanie Zakazanego Miasta (dawny pałac cesarski nazwa wzięła się od tego, iż tylko nieliczni mieli tam wstęp). To co nas najbardziej zaskoczyło to rozmiar kompleksu – w ciągu zaledwie dwóch godzin byliśmy na 5 placach wielkości Rynku Głównego! Znajduje się tam ponad 800 różnych pomniejszych pałacyków, ogrody i 4 bramy na 4 strony świata a to wszystko jest otoczone fosą o szerokości około 60 m. Za jedną z bram znajduje się główny plac miasta – Tiananmen, miejsce strzelanin w 1989r., który jest sześć razy większy od Rynku Głównego!


Leon Dunin-Wąsowicz – Wielki Mur Chiński

Dzień kiedy zwiedzaliśmy Wielki Mur Chiński, był moim zdaniem jednym z ciekawszych dni w trakcie trwania obozu. Lecz może najpierw zacznijmy od tego czym jest Wielki Mur Chiński. Jest to zespół fortyfikacji wybudowany przez Chińczyków który miał ich chronić przed najazdami (najczęściej mongolskimi). Chińczycy nazywają budowlę tą  .

Gdy zjedliśmy śniadanie wyruszyliśmy naszą kolumną autobusów na północny-wschód od Pekinu w celu znalezienia się w górach, przez które przebiega fragment Wielkiego Muru. Wysiedliśmy z autobusów i naszym oczom ukazał się oszałamiający obraz ciągnącej się w nieskończoność budowli. Można było zobaczyć wiele baszt oraz wież obronnych. Nie zwlekając ani chwili dłużej ruszyliśmy ku szczytowi jednej z gór, aby zobaczyć jeden z najpiękniejszych krajobrazów. Wejście na Wielki Mur wcale nie było łatwe, lecz niezwykle opłacalne. Widok, który rozpościerał się ze szczytu był oszałamiający. Potężne góry pokryte zielenią, a między drzewami wijący się niczym wąż Wielki Mur Chiński. Niestety nie mieliśmy dużo czasu, aby napawać się tym krajobrazem, ponieważ musieliśmy szybko ruszać ku autobusowi. Wszystkim z nas bardzo spodobała się wizyta na Wielkim Murze Chińskim.


Ania Morys – zajęcia z kultury chińskiej

Aby lepiej poznać i zrozumieć chińczyków mieliśmy okazję uczestniczyć w warsztatach przygotowanych przez uczniów z chińskich szkół. Można było uczestniczyć w zajęciach zarówno technicznych jaki i artystycznych, każdy mógł znaleźć coś dla siebie przebierając w szerokiej gamie możliwości. Od drukarek 3D przez tradycyjne chińskie instrumenty aż po sztukę kaligrafii czy ciekawych form tie-dye. Możliwości było tak wiele, że nie dało się odwiedzić wszystkich stanowisk. Każdy blok zajęć zaczynał się od prezentacji prowadzących, wyjaśniającej dlaczego wybrali akurat takie zajęcia, krótki wstęp do technik używanych na danych warsztatach oraz ich historii. Z prezentacji tych można było dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, na przykład, że dobrze wszystkim znane kolorowe ubrania robione techniką tie-dye były zarezerwowane tylko i wyłącznie dla chińskiej arystokracji. Jednak to co sprawiało największą radość uczestnikom to proces tworzenia. Powróciliśmy do Polski z nowymi doświadczeniami i pięknymi ręcznie robionymi elementami ubrań czy nową wiedzą na temat technicznych nowinek.


Małgosia Gońka – Silk Market

W poniedziałek po pełnym wrażeń pokazie kung fu nasz autokar podjechał pod długo przez nas wyczekiwany i opisywany wielokrotnie przez nauczycieli silk market. To słynne centrum handlowe jest pięciopiętrowym odpowiednikiem naszego Jubilatu (a podobno istnieją także dwa piętra podziemne). Znaleźć tam można dosłownie wszystko – zaczynając od pamiątek poprzez ubrania, buty, plecaki i torebki, kosmetyki, biżuterię oraz porcelanę, a kończąc nawet na instrumentach muzycznych. Nasza grupa rozproszyła się szybko – czasu było niewiele, a chińscy sprzedawcy uwielbiają się targować. Bez targowania praktycznie nie ma co liczyć na zakup czegokolwiek. I mimo iż nie zawsze jest to proste ze względu na różny poziom znajomości angielskiego u Chińczyków (lub jego brak), to myślę, że nie ma osoby niezadowolonej z zakupów. Istotna i pomocna była tu obecność chińskich uczestników obozu. Nie był to Wielki Mur Chiński ani Zakazane Miasto, ale wizyta w silk markecie jest jedną z tych rzeczy, które zapamiętamy na dłużej.


Gabriela Dziedzic – targi międzynarodowe

 

Mieliśmy też okazję uczestniczyć w Targach Międzynarodowych. Jeszcze na długo przed wyjazdem do Chin zostaliśmy poinformowani, że trzeba się przygotować na uroczystość. W tym celu zakupiliśmy cukierki, pocztówki, foldery i inne ciekawe materiały promujące Kraków. Wieczorem organizatorzy obozu ustawili ławki na terenie szkolnego boiska – po jednej dla każdego państwa. O godzinie 19 wszystkie „stoiska” były zapełnione ulotkami, jedzeniem i innymi gadżetami (jak chociażby zakładki do książek, które były dosłownie wszędzie). Nasz znajdował się obok stołu mieszkańców Indii. Sama uroczystość była nieco chaotyczna. Uczestnicy obozu chodzili między stoiskami wymieniając się niewielkimi rzeczami i próbując zazwyczaj słodkich smakołyków. Co chwila trzeba było wracać do swojego stołu, żeby odłożyć rzeczy i wziąć kolejne na wymianę. Towary wystawione na stoiskach znikały w zastraszającym tempie. Koniec Targów nastąpił, gdy niemal wszystko zostało powymieniane. Fenomenalny okazał się pomysł wzięcia z Polski balonów. Tak się spodobały, że niedługo cały teren boiska był nimi zapełniony. Jeszcze długo po zakończeniu targów dało się znaleźć osobę w pomarańczowej koszulce trzymającej balon z wielkim napisem „Kraków”. Dzięki tej uroczystości wróciliśmy do Polski obładowani różnego rodzaju pocztówkami, słodyczami i małymi breloczkami z całego świata.


 

Magdalena Grodecka – ceremonia zakończenia

Ostatni pełen dzień pobytu w Pekinie przywitał nas błękitnym, bezchmurnym niebem i prażącym słońcem. Czas do południa spędziliśmy na zbieraniu podpisów od nowych znajomych z całego świata na wspaniałych pomarańczowych koszulkach, w których musieliśmy się prezentować podczas każdego zwiedzania. Potem miała miejsce uroczysta Ceremonia Zakończenia. Każdy kraj mógł podczas kilku minut zaprezentować ułamek swojej kultury. Także uczniowie chińskich szkół przygotowali kilka dodatkowych występów. My zatańczyliśmy taniec nawiązujący do Krakowiaka oraz odśpiewaliśmy „Przybyli ułani”, Krakowiak szczególnie przypadł publiczności do gustu: Pomimo napiętego programu i dużej różnorodności wszystko przebiegło nadzwyczaj sprawnie – zakończyło się z ledwie pięciominutowym opóźnieniem.

A następnego dnia przyszła pora na dobre pożegnać się z Pekinem. Do autobusu odprowadziły nas koleżanki z Kanady i znajomi z Chin, a potem pojechaliśmy na lotnisko... Po kilkunastu godzinach podróży z powrotem byliśmy w Krakowie.

  


Kinga Glądys – ogólne wrażenie

W te wakacje grupa uczniów naszej szkoły pojechała na międzynarodowy obóz do Pekinu, organizowany przez chińską grupę BIEE. Celem wyjazdu było zwiedzenie części Państwa Środka i zawiązanie wielu nowych przyjaźni z osobami z całego świata. Większość obozu spędziliśmy w stolicy Chin – Pekinie, mieście kontrastów. Nowszą część metropolii stanowią wysokie drapacze chmur, obok których znajdują się niskie domki i stare parterowe bloki. Warto też zwrócić uwagę na wiele propagandowych budowli jak mauzoleum Mao Zedunga, pierwszego przywódcy ChRL. Budynki tego typu są bogato zdobione, a na każdym z nich znajduje się wizerunek sekretarza Chin. Poruszanie po Pekinie bywa utrudnione z powodu tłumów ludzi, zarówno turystów jak i miejscowych. Jednak główne ulice wydają się być do tego problemu przystosowane; są one szerokie i wybrukowane, w przeciwieństwie do ich bocznych odgałęzień. Na wielu bocznych uliczkach została wyłożona miękka wykładzina, która jest niestety brudna i nierówna, a chodzenie po niej stanowi wyzwanie, przynajmniej dla turystów, bo dla rodzimych Chinek nawet obcasy na takiej nawierzchni nie są problemem. Przy całej swojej nowoczesności, Pekin oferuje również możliwość zwiedzenia wielu historycznych zabytków np. Zakazanego Miasta czy placu Tiananmen, jak i spędzenia wielu godzin na spacerach po parkach, których tu nie brakuje. W Pekinie widzieliśmy również fabrykę firmy Lenovo – ośrodek chińskiej myśli technicznej, w której na co dzień wykorzystuje się wiele innowacyjnych rozwiązań. Poza miastem byliśmy także na Wielkim Murze Chińskim. Na każdym z nas zrobił on ogromne wrażenie, a chodzenie po nim sprawiało satysfakcję. Mimo, że Pekin powoli ulega zachodnim wpływom, nie brakuje mu swojej odrębności i ciekawej atmosfery. Jest on jedną z obecnych stolic świata, jak również kolebką jednej z najstarszych cywilizacji ludzkich, co pozwala mu w interesujący sposób łączyć to, co przeszłe z tym, co przyszłe. Chętnie pojechałabym tam jeszcze raz.


LINK DO FILMIKU ZROBIONEGO PRZEZ BIEE: Kliknij TUTAJ

 

LINK DO FILMIKU ZROBIONEGO PRZEZ UCZESTNIKA – BASIĘ MALINOWSKĄ: Kliknij TUTAJ