Wyjazd do Chin

Dodane 13.10.2016 przez Bartosz Biegun

Zakładnicy na wakacjach

Czyli jak pokochać Włochy zwiedzając Państwo Środka albo 1001 dań z kurczaka i ryżu

Ludzie raczej lubią podróże, ponieważ dostarczają one nowych doznań, a tego najczęściej szukamy. Niektórzy podróżują, aby zobaczyć całkowicie nowe miejsca, poczuć ich smak i zapach, dotknąć je. Inni pragną spotkać ludzi mieszkających na innej półkuli, poznać ich sposób patrzenia na świat, zrozumieć ich myśli. Każdy podróżuje trochę inaczej i w nieco innym celu. My pojechaliśmy do kraju pand, każdy ze swoimi myślami i oczekiwaniami, a tu dowiecie się, co nas spotkało.

Pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl, kiedy wspominam Chiny, to wielkość. Bowiem w państwie środka wszystko jest ogromne. Wielki Mur Chiński, budynek Wielkiej Hali Ludowej gigantycznych rozmiarów, największy publiczny plac na świecie (czyli plac Tian'anmen), miasta liczące ponad 20 milionów ludności, czy nawet wielkie, niekończące się korki. Chińczycy jednak już wieki temu do perfekcji opanowali umiejętność uporządkowania tego chaosu i życia w harmonii z nim, dzięki wciąż funkcjonującym ideom konfucjanizmu. Każdy obywatel zna swoje miejsce w drabinie społecznej i sumiennie wypełniając swoje obowiązki, pracuje na cześć i chwałę ojczyzny. Kolejną rzeczą, która od razu rzuca się w oczy podróżnemu z Zachodu jest cenzura internetu. Nie ma bowiem możliwości korzystania z popularnych stron, typu Facebook, YouTube czy Google, a także wyszukiwanie niewygodnych dla rządu treści. Szokującym przeżyciem były łazienki publiczne, gdzie zamiast normalnej toalety jest dziura w podłodze. Ciekawym, ale także sprawiającym wiele trudności doświadczeniem była próba zmierzenia się z językiem chińskim. Pomimo iż jego gramatyka uchodzi za jedną z łatwiejszych, nauczenie się odpowiedniej ilości znaków, umożliwiających swobodną komunikację, jest zadaniem dla prawdziwych śmiałków. Czego brakowało mi w Chinach? Błękitnego nieba, które zasłaniał smog o niezwykle wysokim (a jakże!) stężeniu1. Nie brakuje tam natomiast na pewno różnorodności kulturowej, krajobrazowej, czy widocznego bogactwa historycznego (pozostałości po rządach cesarzy). Współczesnym Chińczykom udało się zachować odrębność pomiędzy różnymi częściami kraju oraz indywidualność (mimo polityki nie sprzyjającej jej rozwojowi), co sprawia, że państwo środka zapewne z każdą następną wizytą będzie potrafiło wciąż zaskakiwać i fascynować odwiedzającego.

Jak wszystkim wiadomo, chińska kultura różni się od naszej. Podczas obozu mieliśmy niepowtarzalną okazję uczestniczenia w wielu zajęciach przybliżających nam zwyczaje i tradycje mieszkańców Chin. Oprócz nauki pisania czy gry na instrumentach, przymierzaliśmy tradycyjne stroje oraz tworzyliśmy charakterystyczne dla kultury chińskiej maski i wycinanki. Mieliśmy okazję poznać tajniki parzenia herbaty oraz jej próbować. Miło spędzaliśmy czas grając w tradycyjne chińskie gry z naszymi rówieśnikami z całego świata, m.in. w mahjonga. Na wykładach przygotowywanych dla nas przez studentów dowiedzieliśmy się wiele o funkcjonowaniu społeczeństwa Państwa Środka, o festiwalach, o kuchni, o historii i o życiu codziennym Chińczyków. Wszelkie zajęcia kulturalno-edukacyjne podczas naszego obozu dostarczyły nam dużo cennej wiedzy. Myślę, że były one bardzo wartościowym doświadczeniem tak jak cały wyjazd.

Podczas wyjazdu wszyscy zamieszkiwaliśmy akademiki na kampusie tamtejszego liceum. Logistyczne rozmieszczenie około 600 osób było nie lada wyzwaniem. Mężczyźni i kobiety byli prewencyjnie rozlokowani w osobnych budynkach. Spowodowało to niemałe zamieszanie w naszej grupie, ponieważ Pani Profesor Płaneta spotkała się z kategoryczną odmową wstępu do naszego(męskiego) akademika z powodu swojej ciągle dziewczęcej urody. Już na samym początku zaskoczył nas rozmiar naszego "małego miasteczka". Mieściło się tam wszystko, czego potrzebowaliśmy, może z wyjątkiem sklepów. Do naszej dyspozycji były bowiem: boiska do sportów zespołowych, bieżnia, dwupoziomowa stołówka z małą kafeterią, sale lekcyjne, oddzielone akademiki damski i męski oraz spora sala konferencyjna. Nie zabrakło nawet zielonych zaułków ze stawem i rybkami! Krótko i zwięźle: idealne miejsce do zintegrowania się, mieszkania w przyzwoitych warunkach, a tym samym doświadczenia codziennego życia chińskich uczniów. Nasze pokoje zawierały elementy podstawowe: piętrowe łóżka, łazienkę, miejsce na ubrania i biurka, był to typowy akademik. Na szczęście była również klimatyzacja, która przy pekińskim klimacie (32 stopnie o drugiej w nocy) była błogosławieństwem. Stołówka codziennie gościła nas szwedzkim stołem, pokrytym przeróżnym jedzeniem. Zwykle był to kurczak i ryż, ale w rożnych postaciach! Oczywiście możecie sobie wyobrazić, że 10 dni kurczaka z ryżem potrafi wzbudzić gorące uczucia do kotleta, pierogów i właściwie wszystkiego co nie jest KURCZAKIEM Z RYŻEM.

Jadąc do Chin nie mieliśmy pojęcia, że możemy stworzyć tak głębokie więzi z kompletnie nieznanymi osobami i że będą one trwały dłużej niż te 10 obozowych dni. Cała ta różnorodność kulturowa nas zadziwiła. Mieliśmy szansę spotkać ludzi ze wszystkich kontynentów, porozmawiać z nimi na ważne dla nas tematy i poznać ich stanowisko. Graliśmy z nimi w szachy (oczywiście chińskie), tańczyliśmy, obrzucaliśmy się ciastkami o dziwnej konsystencji2 i próbowaliśmy zrozumieć, dlaczego Chińczycy dodają banany do pizzy3. Pomimo różnic kulturowych, stworzyliśmy zgraną społeczność oraz zyskaliśmy coś więcej niż tylko doświadczenie – przyjaciół. Od głośnych i roześmianych Kanadyjczyków, którzy o mało co nie wylecieli z obozu (Chińczycy jednak lubią porządek), przez urocze i wiecznie przekrzykujące się Włoszki, po mieszkańców Państwa Środka, którzy pokazywali nam przez dziesięć dni, w jak wielu rzeczach jesteśmy podobni i w jak wielu się różnimy. Wierzymy, że pomimo odległości jaka dzieli nas z nimi, a liczona jest ona w tysiącach kilometrów, będzie nam kiedyś dane ponownie się spotkać, a może nawet mieszkać niedaleko siebie?

Na koniec warto wspomnieć osobę naszej wspaniałej opiekunki – Pani Profesor Magdaleny Płanety. Włożyła ona olbrzymią ilość pracy aby nasz wyjazd doszedł do skutku i na samym obozie dokładała pełni starań abyśmy godnie reprezentowali nasz kraj i szkołę. Chociaż opieka nad niektórymi trudnymi przypadkami w naszej grupie mogła być męcząca to Pani Magda nigdy nie przestała się uśmiechać4 i udało jej się do końca dopiąć program tej wielkiej podróży.

 

A jak wyglądał szczegółowy plan naszej wycieczki:

Do stolicy Chin udaliśmy się rosyjskimi liniami lotniczymi Aeroflot, które wbrew oczekiwaniom okazały się być bardzo komfortowymi i godnymi polecenia. Jedyny problem jaki się pojawił, to kiedy została zaserwowana ryba z ziemniakami, to nie do końca było wiadomo, która to ryba, a które ziemniaki. Bez większych turbulencji nasz Airbus A330 wylądował na płycie lotniska w Pekinie. Okazało się, że jednak to nie tylko Polacy klaszczą po wylądowaniu! Wychodząc z samolotu nie mogliśmy doczekać się licznych zajęć, między innymi zwiedzania słynnych zabytków, które na nas czekały.

Jednym z największych „zdobytych” przez nas miejsc był Wielki Mur Chiński. Wydawało się, że Wielki Mur jest raczej fortyfikacją płaską; nic bardziej mylnego. Odcinek, na którym byliśmy składał się właściwie z samych schodów. Większość z piątkowiczów dotarła na sam szczyt, na którym mogliśmy zrobić zdjęcia ukazujące krajobrazy chińskich wzgórz i siebie. I Serbów, akurat zajęli najlepsze miejsce. Przewodnik powiedział, że w ten sposób udowodniliśmy, że jesteśmy prawdziwymi chińskimi mężczyznami, ale Monika i Pani Profesor Płaneta nie wyglądały na szczególnie dumne z tego powodu. Pomimo wysokich stopni i gorącego, wilgotnego powietrza byliśmy usatysfakcjonowani i z radością zeszliśmy na dół do autobusu i odjechaliśmy na dalszy podbój Pekinu.

Podczas obozu odwiedziliśmy również Capital Museum, muzeum zbierające eksponaty znalezione na terenie miasta. Było tam wiele strojów, porcelany i innych historycznych artefaktów. Mogliśmy poznać też historię świata widzianą oczami obywateli Chińskiej Republiki Ludowej. Wbrew brzmieniu, nie spotkaliśmy się z większymi odstępstwami od ogólnie przyjętej wersji. Wartym odnotowania faktem była cena Coca-coli w automacie stojącym na korytarzu w muzeum, wynosiła ona tylko około złotówkę! A tak na poważnie, to warto odwiedzić główne muzeum kraju z najdłużej udokumentowaną historią.

Odwiedziliśmy również Beijing Institute of Fashion Technology, gdzie mieści się uniwersytet i muzeum mody. Mieliśmy okazję porozmawiać ze studentami w traktacie zwiedzania sal warsztatowych, oglądać zarówno współczesne projekty uczniów jak i wystawy przedstawiające ewolucję tradycyjnych strojów chińskich. Mogliśmy m.in. odbić na papierze czerpanym jeden z tradycyjnych drzeworytów5, zobaczyć videorelację z pokazu mody czy kupić ubrania i przedmioty codziennego użytku zaprojektowane przez studentów. Dla miłośników mody wizyta w BIFT była na pewno ciekawym doświadczeniem, ale nawet osoby nie interesujące się tym na co dzień znalazły dla siebie coś ciekawego6.

Następnego dnia zobaczyliśmy rozległy Park Olimpijski Shunyi, zbudowany zgodnie z zasadami Feng Shui. Najbardziej znane obiekty należące do tego kompleksu to stadion Bird Nest, jak nazwa wskazuje przypominający ogromne ptasie gniazdo oraz Water Cube, czyli budynek basenu olimpijskiego w kształcie wielkiego wodnego sześcianu. Ozdobą parku Shunyi jest gigantyczny kompleks wodny z lotu ptaka wyglądający jak wijący się smok. Oprócz wymienionych obiektów do Pekińskiego Parku Olimpijskiego należą również Smoczy Budynek czy Wieża Widokowa Parku Olimpijskiego7. Wszystkie obiekty zrobiły na nas duże wrażenie i nasunęły refleksje kiedy u nas w Polsce pojawią się podobne cuda. Całkiem prawdopodobne, że stanie się to w momencie, kiedy nasze PKB wzrośnie 22 razy i będziemy dysponowali przybliżonym zasobem siły roboczej. Chociaż smoki nigdy nie były u nas szczególnie popularne.

W trakcie zwiedzania Pekinu mieliśmy okazję zobaczyć Wielką Halę Ludową – budynek pełniący funkcje siedziby komitetu partii Chińskiej Republiki Ludowej, jak i również miejsca podejmowania różnych rządowych delegacji. Hala została zbudowana po zachodniej stronie placu Tian'anmen. Wstrząsający wydaje się fakt, że budynek, który zajmuje aż 171 800 metrów kwadratowych powstał w mniej niż rok- od listopada 1958 do września 1959. Jednym z powodów było całkowicie dobrowolne zgłoszenie się kilku tysięcy obywateli do bezinteresownej pomocy w budowie, Chińczycy to wyjątkowo pracowita nacja, szczególnie jeśli w grę wchodzi praca na rzecz Wielkiej Idei. W ozdobach wnętrz dominował wyraźnie kolor czerwony, wszechobecne wydawało się być godło Chińskiej Republiki Ludowej. Wśród monumentalnych kolumn można było dostrzec na ścianach freski przedstawiające wyidealizowane Chiny jako socjalistyczny raj i utopię. Pomimo, że do zwiedzania zostały nam udostępnione tylko hol główny wraz z audytorium i salą bankietową, pobyt w obiekcie zajął nam prawie 4 godziny z powodu ogromu hali. Ten budynek stanowi całkiem dobrą alegorię kraju jakim są Chiny, budowane na barkach wielkiej liczby ludzi, monumentalne i surowe. Tak jak zostało już wspomniane, w Chinach wszystko jest największe, budynki, place, temperatura, miasta. A kiedy w czasie naszego obozu spadł deszcz, to padał tropikalnym strumieniem przez dwa dni, powodując powodzie, w których zginęło ponad 150 osób na terenie państwa. Tam wszystko jest największe.

Następnym z celów była Świątynia Nieba – duży kompleks sakralnych budowli taoistycznych. Była ona aż do roku 1912 dostępna tylko dla cesarza i jego dworu. To właśnie w niej cesarz corocznie modlił się o dobre plony w całych Chinach. Mimo, że świątynia nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, doceniam jej wartość historyczną i kulturową. Być może jest to spowodowane bardzo napiętym planem dnia i przez to mocno ograniczonym czasem na zwiedzanie. Na pewno interesujący wydaje się główny budynek kompleksu – Pawilon modlitwy o Urodzaj, oraz Okrągły Ołtarz – miejsce gdzie cesarz składał ofiary.

Ostatniego dnia zostaliśmy zabrani do sławnego Zakazanego Miasta – dawnego pałacu cesarskich dynastii Ming i Qing. Powstał on w latach 1406-1420. Zakazane miasto składa się z około 800 mniejszych pałaców i pawilonów. Powodem tak dużej rozległości kompleksu jest pokaźna liczba konkubin jakie posiadał cesarz. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od wejścia bramą Południową – Wǔmén. Zdążyliśmy odwiedzić Pawilon Najwyższej Harmonii, czyli centralny budynek w Zakazanym Mieście, będący miejscem audiencji cesarskich i intronizowania nowych cesarzy, a także kilka pomniejszych budynków mieszkalnych, czy to dla służby, czy dla cesarskich konkubin. Kompleks pałacowy opuściliśmy bramą Północną – Bramą Boskiej Mocy, a następnie udaliśmy się do naszego liceum zacząć się pakować.

O drugiej w nocy, żegnani przez Włoszki wsiedliśmy do autokaru. Lotnisko było zupełnie opustoszałe, a większość z nas zasnęła na siedzeniach w hali odlotów. Słuchając komunikatów wpatrywałem się w chińskie znaki na jednym z automatów. Pomyślałem, że przez te dziesięć dni tak do nich przywykłem, że nie wydają mi się niczym nadzwyczajnym, nawet jeśli potrafię rozpoznać trzy z sześciu tysięcy. Sennie wrzuciłem kilka monet i wybrałem . Nie lubię herbaty, ale w Chinach wypada, właściwie jest smaczniejsza niż w Polsce. Każdy podróżuje inaczej i inaczej odbiera świat, ale myślę, że Chiny was zaskoczą i zachwycą, przynajmniej w części tak jak nas. Pamiętajcie tylko, żeby nigdy nie jeść ich słodyczy zrobionych z półsurowego ciasta i dżemu fasolowego, to was tylko zaskoczy. Zasnąłem zanim samolot oderwał się od pasa startowego.

 

Kraków 2016

Monika Zwolak
Patrycja Krzywoń
Julia Czepiec
Filip Mikina
Jan Węgrzyn
Piotr Świderski
Oliwia Łośko
Ada Pleszyńska
Pod redakcją Juliusza Kruka

 

1 Właściwie muszę to skorygować, były to bardziej grube chmury niż smog, była to pora wilgotna w Pekinie. Swoją drogą były one zbawienne, ponieważ kiedy Słońce nawet delikatnie prześwitywało, to temperatura wzrastała o ok. 15 stopni. Polecamy chmury. (przyp. red., w innych przypisach również)

2 Kanadyjczycy.

3 Włoszki były zrozpaczone.

4 Wciąż jednak dbając, aby Filip i Juliusz byli w zasięgu wzroku.

5 Dużą popularnością cieszył się nagi bobas na wielkiej rybie.

6 Nawet takie drobne rzeczy jak jeżdżenie windą. Właściwie jeśli nie interesujesz się modą, to jeżdżenie windą należało do jednego z ciekawszych elementów zwiedzania instytutu.

7 Odnieśliśmy wrażenie, że Chińczycy zdecydowanie stawiają na prostotę nazw.